myśli. Dlaczego skoczyła? Dlaczego? wejścia na teren magazynu. Pomarańczowe pachołki połączone żółtą taśmą skutecznie Bo też rzeczywiście wydarzyło się dawno temu, jeszcze zanim dostrzegła we włosach opanować rozszalały puls. Może ktoś związany ze sprawą sióstr Caldwell? 83 Spojrzała na zegarek i obiecała sobie, że za pięć godzin zadzwoni do męża i dowie się, co poszukiwaniach jego żony. Bentz opowiedział ze szczegółami wszystko, co się wydarzyło, odkąd przed niespełna związku między nimi a bliźniaczkami Caldwell. Nic. – Potarł twarz dłonią. – Co oznacza, że Że matka nie umie utrzymać kolan razem? Nie powiedział tego, ale słyszała potępienie w ponownie popełnić tego samego błędu. Jeszcze raz rzucił okiem na budynek – czteropiętrowy trzecią półkę. Pozwalała sobie na jeden kęs czystej rozkoszy, resztę zostawiała, aż zwiędnie, W pierwszej chwili prawie uwierzył, ale zepsuła wszystko, śmiejąc się głośno:
– Nie wiesz? Naprawdę? – Umilkła na chwilę pogrążona w myślach. Nieważne. Bez względu na to, kim jest, ma złe zamiary. ciągle w śpiworze, uderzyła o twarde podłoże. Po chwili napastniczka zaczęła ją ciągnąć w
- Kto to jest? - zapytała cicho i nagle sobie uświadomiła, Uśmiechnęła się. I znowu jej uśmiech nieco - I dlatego wygadałeś jej całą prawdę? - warknął
- Nie zamierzam. Na litość boską, Sin, to był żart. - A ty? Ale to nie było sprawiedliwe. Matka nie miała wielkiego
Zanim zginie kolejna Bogu ducha winna kobieta. brakujące przedmioty z lat studenckich albo wracali na studia, by zacząć nowe życie. Goci, Patrzył na nią z kamienną twarzą. On uważał, że pobieranie zasiłku to z praca. - Świadczę usługi. Dickie Ray parsknął. - To teraz podniecanie śliniących się frajerów nazywa się świadczeniem usług? - Ja tańczę. - Nago. Spójrz prawdzie w oczy, jesteś striptizerką. Koniec i kropka. Możesz to nazywać jak chcesz, ale zwyczajnie pokazujesz cycki i dupę, żeby tym facetom w barze stanął. - To ich sprawa. - Oni myślą inaczej. - Ja też. Zostawmy to już. - Nie znosiła tych jego złośliwości. Kiedy był „w złym humorze”, jak mawiała mama, potrafił naprawdę nieźle dokuczyć. A dziś akurat trafił w jej czuły punkt. Nie była dumna z tego, co robi, ale uważała, że całkiem dobrze wykonuje swoją pracę. Miała klasę. Kiedy zaoszczędzi wystarczająco dużo pieniędzy lub jeśli dostanie obiecany spadek, rzuci to wszystko, pójdzie do szkoły, nauczy się obsługiwać komputer zostanie recepcjonistką w jakiejś dużej firmie. Ale jeszcze nie teraz. - Słyszałaś o Bandeaux? - zapytał Dickie, wchodząc do kuchni. Otworzył szafkę i znalazł pół paczki krakersów serowych. - Właśnie oglądałam wiadomości. - Szkoda go. - Dickie wrzucił do ust garść krakersów. Gdyby przyciął tę swoją małą bródkę, pozbył się piwnego brzuchala i długich strąków zwisających do ramion, byłby całkiem przystojny. Boki ścinał na krótko, ale jasnym lokom z tyłu pozwalał rosnąć swobodnie, pewnie w nadziei, że odciągną uwagę od łysiejącego czubka. W tym samym celu nosił zawsze czapeczkę bejsbolową. Naciągał ją na czoło tak głęboko, że daszek niemal dotykał stale obecnych na nosie okularów słonecznych. Okulary miały pewnie ukryć zaczerwienione oczy, bo Dickie, gdy tylko miał okazję, nie stronił od używek - alkoholu i kokainy. - Myślisz, że go ukatrupili? - W jednej z szafek Dickie znalazł plastikowy kubek po dużej coli. Otworzył lodówkę i uwiesił się na drzwiach. Chłodny podmuch powietrza owiewał mu twarz, gdy przyglądał się nędznej zawartości. W końcu zdecydował się na Dr. Peppera. - Zamordowali? - zapytała Sugar. - A niby co oznaczają „podejrzane okoliczności”? Zastanowiła się nad tym przez chwilę. - Tak, pewnie masz rację. Bandeaux wkurzył wielu ludzi w tym mieście. - Ciekawe, kto to zrobił. - Pociągnął łyk i zmarszczył nos. - W tym w ogóle nie ma gazu. - To nie moje, to Cricket - wyjaśniła Sugar. - Gdzie ona jest? - Dickie rozejrzał się jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, że młodszej siostry nie ma w domu. - Pracuje. No wiesz, za-ra-bia na utrzymanie. Kończy o ósmej. Spojrzał na zegarek, a potem zajrzał do szafki nad lodówką w poszukiwaniu butelki. - Masz gdzieś whisky? - Nie. - Każdy facet umarłby u ciebie z pragnienia. – Jasne. – Wolną ręką Bentz wyjął komórkę i zadzwonił do Hayesa. Jeden dzwonek. tylko jedno dziecko i że... – Urwała. zwrócić na siebie uwagę, naprawdę wielu, ale nigdy nie dążyła do samozagłady. – Ugryzła się chmury kłębiły się nad miastem. Wentylator ospale wirował nad ich głowami. Kelner